Grupa Inicjatyw Lokalnych GIL

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Strona główna O nas w mediach Tygodnik Podhalański z dnia 2011-02-03
Email Drukuj PDF

Tygodnik Podhalański z dnia 2011-02-03

Śtucki naszych dziadków

Hurduburdu, koza i mydło

Kto dziś pamięta, co to były „cencki"? Na czym polegała zabawa w „rólki", „hurduburdu" czy „mydło"?

Kiedy nie było komputerów, klocków lego, wypasionych komórek, dzieciom wystarczyły do zabawy patyki, kamienie, szyszki i... wyobraźnia. O zabawach naszych dziadków, dziś już zapomnianych, opowiadał w sobotę w Borze prof. dr hab. Józef Kaś - dialektolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie i Wyższej Podhalańskiej. Okazją do spotkania było podsumowanie konkursu „Historia i dzień dzisiejszy parafii i miejscowości karpackich". -Dawne czasy były biedne, ale szczęśliwe - przekonywał. - Kto dziś wie, co to byty „świnscoki" - pytał. - To byty takie kierpce uszyte z jednego kawałka świńskiej skóry. Jak był głód, dzieci potrafiły taki świńscok zjeść - mówił. - Ale mimo tego, że byty to czasy ciężkie, nasi dziadkowie wspominają je z rozrzewnieniem, jako piękne.
Dzieci się nie nudziły Czas przy pasieniu krów czy gęsi wykorzystywały na zabawy i „śpasy". Taką popularną zabawą była „świnia", zwana także „hurduburdu". - Wybierało się jedną osobę, która pasła świnie. Świniami były najczęściej puste puszki albo kamienie. Każdy z uczestników robił sobie dołek w ziemi. Świniarczyk próbował patykiem uderzyć w puszkę tak, by wpadła do dołka. Zadaniem uczestników było bronić swojego dołka, odpierając atak patykiem - opowiadał prof. Kaś.
Inną zabawą wymagającą dużej sprawności była „koza". Mały patyk ustawiało się na czubku buta lub bosej nodze i drugim uderzało tak, by poleciał jak najdalej. Z kolei zabawa w „srólki" polegała na tym, że na otwartej dłoni układało się kilka kamyków, potem się je podrzucało tak, by jak najwięcej wyłapać. - A w policjantów i złodziei bawicie się jeszcze? A „regulwery" macie? - pytał prof. Kaś. Opowiadał także o zabawach, które już za czasów naszych dziadków były zapomniane: - Jedną z takich zabaw - „cencki" - opisał Józef Kantor z Czarne¬go Dunajca w 1907 roku. Już wtedy usłyszał o niej od najstarszych mieszkańców wsi.
„Mydło", „anioł i diabeł", „wilk i gęsi", „wójt", „rychtar", zwany także „dupokiem", to kolejne zapomnia¬ne zabawy, przywołane podczas spotka¬nia w borzańskiej remizie. Dzieci lubiły też tzw. „śtuki", czyli zabawy, w których trzeba się było wykazać sprawnością i zwinnością.
- Co myśmy dziś zrobili z naszymi dziećmi? - pytał prof. Kaś retorycznie. - Mają wszystko, z wyjątkiem dawnej wesołości. Kształcimy ich na materialistów - mówił. - Jeśli nie będziemy opowiadać o czasach naszego dzieciństwa, dawnych zabawach, to nie nauczymy ich szacunku do swoich przodków i do samych siebie - przekonywał.


Tekst i fot: Beata Zalot-Tomalik

 

Nagłówek tygodnika
Artykuł z tygodnika

 

Strona niekomercyjna. © Grupa Inicjatyw Lokalnych GIL. Wszelkie prawa zastrzeżone.